wtorek, 14 listopada 2017

Hair Force - zdrowe, mocne włosy

CZEŚĆ!!

Jakiś czas temu otrzymałam od harmonyplus zestaw "Hair Force". Są to kosmetyki przeciw wypadaniu włosów i oczywiście w pewnym stopniu przyśpieszające ich porost. Szampon oraz odżywka w sprayu starczyły mi na bardzo długo, bo swoją przesyłkę otrzymałam w połowie sierpnia, a używałam do połowy października, więc są to aż dwa miesiące (odżywki nadal troszeczkę zostało). Szamponem myłam włosy co trzecie mycie (u mnie to, co trzeci dzień), a odżywkę codziennie i choć wiem, że producent zaleca stosowanie produktu rano, ja niestety przerzuciłam się na wieczór, bo śpiesząc się do pracy, nigdy nie pamiętałam o tym, aby psiknąć włosy. 

Jak wyglądała aplikacja? Szamponem myłam włosy tak, jak każdym innym, tylko po prostu trzymałam go około dziesięciu minut na włosach, potem spłukiwałam. Odżywkę po myciu każdego dnia psikałam na skórę głowy starając się nie ominąć żadnego miejsca, a następnie wmasowywałam w skórę głowy przez około pięć minut, było to w pewnym stopniu łączenie przyjemnego z pożytecznym, polecam ;) Takie pięć minut dziennie dla siebie po ciężkim dniu ;) 

Efekty, bo to pewnie ciekawi Was najbardziej. Uwielbiam testować, pisać na blogu, recenzować, ale zdecydowanie nie lubię kłamać, dlatego powiem tak: włosy wiadomo wypadają, ale w znacznie mniejszych ilościach i z tego jestem ogromnie zadowolona. Moja szczotka po jednym przeczesaniu potrafiła być cała we włosach. Po około dwóch tygodniach od regularnego stosowania zaczęło być ich co raz mniej, na szczotce, w łazience, w pokoju, a nawet w pościeli. Dwa miesiące minęły mi bardzo szybko, a zorientowałam się po tym, że z tubki z szamponem wyciskałam już resztki produktu. No i od razu po umyciu, korzystając z chwili wolnego czasu przed pracą zrobiłam zdjęcia (ich dokładna data to 23.10.2017), porównując z poprzednim wpisem tutaj, widzę, że włosy nie tylko znacznie urosły (i uwaga, przycinałam je chwilę po dodaniu poprzedniego posta), ale także stały się zdrowsze, mocniejsze i jest ich po prostu więcej. Teraz, gdy to piszę minęły ponad 3 tygodnie odkąd przestałam stosować Hair Force i nadal nic złego się nie dzieje, efekt się utrzymuje, więc całe szczęście nie jest to efekt chwilowy. 





Co myślicie o produktach od harmonyplus?
Stosowaliście? ;) Zauważyłam, że wpisy na temat produktów od harmonyplus mają naprawdę wielką liczbę wyświetleń, lubicie je? Chcecie więcej? ;)


Buziaki,
Moskwa

niedziela, 6 sierpnia 2017

Hair Jazz - porost włosów i termoochrona! EFEKTY PO MIESIĄCU

Wow... Nie było mnie tu od marca! I jak zwykle mam na to wytłumaczenie... Szkoła, matura, nowa praca... Nie miałam kiedy wejść tutaj i napisać, tym bardziej, że pozbyłam się mojego komputera i teraz aby cokolwiek dodać, muszę korzystać z komputera siostry, bądź z telefonu. Mimo braku czasu na bloga, nie zabrakło mi ani chwili na testowanie nowości i dbanie o moje włosy, dlatego wracam tutaj z wielkim hitem, który na moich włosach dał niesamowite efekty. Oczywiście nie mogłoby to być nic innego jak kolejne produkty z serii Hair Jazz od harmonyplus. Jak dobrze wiecie, ich produkty zawsze dawały maksymalne efekty i nigdy na nie nie narzekałam, ale czy tym razem będzie tak samo? Czy będzie całkowicie bez krytyki? Czytajcie... ;)
 
 
Nie mogę powiedzieć, że jestem w 100% zadowolona z tabletek Hair Jazz. Gdy zaczęłam je zażywać, przez 2 tygodnie moje włosy wypadały garściami. Ale z drugiej strony nie jestem w stanie w całości zwalić winę na tabletki, ponieważ zaczęłam zażywać je pod koniec matur, gdy nadal towarzyszył mi ogromny stres, więc włosy mogły wypadać również przez to. Ale pomijając dwa tygodnie "małych" ubytków, tabletki działały jak trzeba. Włosy stały się silniejsze, grubsze, gęstsze i ZNACZNIE DŁUŻSZE! Do tabletek, stosowałam również spray na porost włosów oraz płyn termoochronny. Jak dobrze wiecie, włosy myję, suszę i prostuję codziennie, przez co są mają tendencję do łamania się i rozdwajania. Spray termoochronny starczył mi na około miesiąc i przez ten czas zauważyłam niemałą poprawę w kondycji moich włosów. Wyglądały zdrowo, a efekt prostych włosów miałam wrażenie, że utrzymywał się znacznie dłużej niż bez stosowania płynu. Spray na porost włosów myślę, że wzbogacił działanie tabletek i włosy szybciej stały się dłuższe i mocniejsze. Przez ostatni miesiąc bacznie obserwowałam moje włosy i to czy stosowanie produktów od harmonyplus nie ma skutków ubocznych, ale na szczęście wszystko jest w jak najlepszym porządku. Włosy są mocne, wyglądają zdrowo... Ale po co tyle gadania? Moim zdaniem lepsze od słów są czyny, a w tym wypadku zdjęcia:
 
 
Pierwsze zdjęcie zostało zrobione 27 maja, a drugie 27 czerwca.
Co myślicie o takich efektach?
 
 
 
Tabletki:

http://harmonyplus.pl/pielegnacjawlosow/hairjazz-witaminy

Płyn na wzrost:
http://harmonyplus.pl/pielegnacjawlosow/hairjazz-lotion

Termoochrona:
http://harmonyplus.pl/pielegnacjawlosow/hair-jazz-termoochrona

poniedziałek, 20 marca 2017

Hybrydy z Victoria Vynn!

          Cześć! Wiem, że ostatnio nie było mnie tutaj bardzo długo, ale ponieważ jak dobrze wiecie, przede mną matura, koniec liceum i różne inne obowiązki, muszę trochę się skupić na tym, co teraz najważniejsze, ale spokojnie, 18 maja czeka mnie ostatnia matura ustna i potem obiecuję lepiej zadbać o mój mały kosmetyczny świat ;)
          A dzisiaj, ponieważ znalazłam troszkę wolnego czasu, przychodzę do Was z recenzją lakierów hybrydowych firmy Victoria Vynn, które otrzymałam jakieś dwa miesiące temu, a ponieważ miałam wtedy zrobione paznokcie, musiałam odczekać miesiąc na zrobienie kolejnych, ponieważ nie lubię często ich robić, no a potem kolejny miesiąc zajęło mi testowanie wytrzymałości lakierów itp. :) Ale teraz już wiem na czym stoję, więc napiszę Wam co i jak:

Otrzymałam cztery produkty, tj.: bazę, dwa lakiery oraz top coat. Nie będę pisać Wam czynności, które robiłam po kolei, ponieważ na temat robienia hybryd czy przedłużania żelem, na moim blogu już pisałam.

Zacznę może od początku, czyli od bazy. Nakłada się ją bardzo dobrze, pędzelek jest bardzo precyzyjny, można dokładnie pokryć płytkę paznokcia produktem nie najeżdżając na skórki.
Kolory (041 i 042) są naprawdę świetne. Maluje się nimi bardzo dobrze, można dokładnie pomalować paznokcia nawet w najtrudniejszych miejscach. odcień "Light beige" mimo to, że jest naprawdę jasnym kolorem, dobrze kryje i wystarczą dwie warstwy, aby prezentował się ładnie. produkt "walk of fame" jest to przeźroczystym lakierem z kawałkami złota, dzięki czemu możemy ładnie ozdobić paznokcia i sami zdecydować w jakim miejscu będzie znajdować się złoto i ile go będzie. Świetnie wygląda na odcieniu 041 (tak jak u mnie na zdjęciach poniżej), ale wiadomo, można nakładać na jakikolwiek kolor. Myślę, że na zastosowanie tego lakieru jest nieskończenie wiele opcji. Są to bardzo uniwersalne odcienie i pasują naprawdę do wszystkiego. I jestem wręcz pewna, że "Light beige" będzie moim numerem jeden na zakończenie roku szkolnego i matury. 
Jeśli chodzi o Top Coat, jest naprawdę trwały i paznokcie trzymały się perfekcyjnie, póki sama ich nie ściągnęłam, gdy po prostu zrobiły się już zbyt długie. Ma super konsystencję i nie spływa z paznokcia przed włożeniem do lampy. Pędzelek jak w poprzednich trzech produktach jest bardzo precyzyjny i miło się z niego korzysta. Jak już pisałam produkty są naprawdę trwałe. U mnie trzymały się ponad miesiąc bez jakichkolwiek zarysowań. 

Efekty macie poniżej:





Jak Wam się podobają efekty? Mnie bardzo!
W produkty możecie zaopatrzyć się tutaj:
http://victoriavynn.com/
Używaliście już jakichś produktów Victoria Vynn? Piszcie :)

Buziaki,
Moskwa <3

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Cześć!
Chciałam Wam dzisiaj pokazać kilka nowości firmy Smart Girls Get More, w których się zakochałam i używanie większości z nich stało się dla mnie rutyną. Otrzymałam je tuż przed świętami, więc był to cudowny prezent i miło było dobrze wyglądać pod koniec 2016 roku :D 

Pierwszym kosmetykiem jest puder ryżowy prasowany, transparentny, czyli uniwersalny dla każdego odcienia skóry. Super matuje, twarz nie świeci się przez kilka godzin. Cudowny do zdjęć, bo idealnie odbija światło i zakrywa wszelkie niedoskonałości, których  nie udało nam się zakryć podkładem. Opakowanie zawiera lusterko i gąbeczkę, dzięki czemu można użyć go gdzie tylko chcemy, a kolejną zaletą jest to, że jest niewielki i łatwo schować go do torebki.
Użyłam kiedyś wosku do brwi, który był totalną porażką i zraził mnie do wszelkich możliwych wosków, dlatego nie byłam do końca przekonana czy to dobry pomysł, abym próbowała jeszcze raz. Na szczęście spróbowałam i nie zawiodłam się. Wosk okazał się fantastyczny. Cudownie rozprowadza się go po brwiach i ma delikatny kolor (mowa o odcieniu 01). Używam go teraz codziennie i nie mam żadnych zastrzeżeń.
Skoro już mowa o brwiach, otrzymałam również cienie do brwi oraz kredkę w całkiem jasnych kolorach, ponieważ uważam, że do mojej jasnej cery i blond włosów, ciemniejsze kolory wyglądają po prostu nieestetycznie. Cień jest naprawdę cudowny. Brąz super wygląda do typowo codziennego, naturalnego makijażu, a jasny (wręcz biały) odcień jest cudowny do rozświetlenia łuku brwiowego. Paletka ma numer 01 Medium. Jeśli chodzi o kredkę, to kiedyś dostałam podobną, tylko w innym odcieniu. Używałam jej aż do ostatniego strugania i sprawdziła się cudownie i rozpaczałam po jej skończeniu, na szczęście kupiłam nową. Tym razem otrzymałam odcień jaśniejszy niż poprzednim razem i myślę, że pasuje mi jeszcze bardziej (02 Medium). Super się rozprowadza i ma dołączoną szczoteczkę do przeczesywania brwi, która długo nam posłuży ;) 
Z paletki do konturowania twarzy najbardziej pokochałam rozświetlacz, ponieważ już od jakiegoś czasu szukałam jakiegoś taniego, a dobrego i ten to strzał w 10-tkę! Łatwy do rozprowadzania (nawet palcem), nie wygląda na przesadzony, więc jest idealny do codziennego, naturalnego make up'u. Róż i dwa odcienie bronzera również są świetne. Niestety są w bardzo małym opakowaniu, przez co szybko się kończą, ale jest to idealne wyjście na jakieś wyjazdy, gdzie nie mamy możliwości zabrać ze sobą tonę kosmetyków. 
Ostatnim produktem, który otrzymałam jest pomadka o matowym wykończeniu. Ma piękny zapach i bardzo intensywny kolor (odcień 06 Berry Me). Cudowna wiśnia, która ładnie prezentuje się na ustach i mimo swojej dziwnej (jakby zaschniętej) konsystencji bardzo dobrze rozprowadza się na ustach. Ma mięciutki aplikator, przez co nakłada się ją bardzo przyjemnie. Kolor prezentuje się ładnie u osoby z ciemnymi włosami i ciemną karnacją, u mnie niestety nie wygląda za dobrze, choć kolor mnie zachwycił.


Testowaliście już jakieś kosmetyki z tych powyżej?
Do następnego!
Buziaki,
Moskwa ;*


czwartek, 5 stycznia 2017

Wazeliny do ust i krem do stóp - Kosmed

No cześć! Nie było mnie tutaj troszkę, wszystko przez szkołę, próbne matury, święta spędzane z rodziną, imprezę sylwestrową i... egzamin na prawo jazdy, który NARESZCIE ZDAŁAM!!! Ogromnie się cieszę, bo koniec ze stresem aż do maja! :D Wydaje się, że to dużo czasu, ale tak naprawdę do matury zostało mi niewiele i zorientowałam się, jak wiele jeszcze mam do nadrobienia. Tragedia. No ale cóż... Czas pędzi, ale kosmetyki moją miłością pozostają nadal i nie przestaję testować wielu cudowności. Jakiś czas temu w moje ręce wpadły kolejne kosmetyki firmy Kosmed, które bardzo lubię i tym razem nie było inaczej. 

Kiedyś pisałam Wam o cudownej wazelinie kosmetycznej o zapachu (i smaku) poziomki. Zakochałam się w niej i do dzisiaj tęsknię za opakowaniem, które starczyło mi na około dwa miesiące codziennego stosowania (więc myślę, że bardzo wydajne). Tym razem otrzymałam inne zapachy: jagodową i truskawkową, które są równie cudowne jak ta poprzednia. Ale jeśli mam wybrać tą jedyną, z którą chciałabym spędzić resztę życia, wybrałabym jagodę! Truskawka to mój ulubiony owoc, ale w tym wypadku wygrywa jagoda. Zapach jest nieziemski, a gdy przypadkiem obliżemy usta, czujemy cudownie słodki smak. Oczywiście każda wazelina jest tak samo wydajna i przede wszystkim intensywnie regenerująca. Moje usta w okresie zimowym są popękane i suche, dlatego miło jest mieć zawsze przy sobie coś mocno nawilżającego.


 Dla mnie stopy to część ciała, która nie zależnie od pory roku powinna być pielęgnowana najlepiej jak się da, dlatego wszelkie peelingi czy kremy są dla mnie numerem jeden. Tym razem postanowiłam przetestować krem z mocznikiem. Świetnie nawilża i regeneruje uszkodzony naskórek. Po stosowaniu przez miesiąc (raz dziennie, ponieważ zawsze zapominałam rano) moje stopy stały się super gładkie, jak nigdy, tak więc jest to cudowny plus tego produktu. I zauważyłam, że otarcia po niewygodnych butach szybciej się goiły i nie zostawały po nich ślady. Producent zaleca stosowanie dwa razy dziennie, ja niestety nie miałam na to zawsze czasu, ale jak wspominałam wyżej, krem działa nawet przy używaniu go tylko raz na dobę. Jest bezzapachowy, dzięki czemu jest uniwersalny i myślę, że każdy jest w stanie go polubić ;)



Krem i wazelinki do ust (nie tylko w tych zapachach, a znacznie więcej) znajdziecie tutaj:

Buziaki,
Moskwa :*

sobota, 10 grudnia 2016

Rapid white - pasta wybielająca

      Próbowaliście kiedykolwiek domowych sposobów na wybielanie zębów? Zapewne tak i zgaduję, że żadne z nich nie dał dobrego efektu albo nawet nie dał go wcale. Też przez to przechodziłam próbując jakoś wybielić zęby, ale nic nie dawało takich efektów, jakie bym chciała. Około miesiąca temu do testów otrzymałam pastę do zębów Rapid White, którą w Rossmanie można kupić za niecałe 22zł. Na początku jak to ja, nie uwierzyłam w działanie pasty. Ale użyłam ją po raz pierwszy i byłam miło zaskoczona. Zęby faktycznie były odrobinę bielsze, dlatego używałam jej dwa razy dziennie lub więcej. Efekt był super. Pasta faktycznie działała, lecz niestety jeśli chce się utrzymać długotrwały efekt, trzeba odmówić sobie kawy, herbaty czy innych przyjemności, które niestety źle wpływają na kolor naszych zębów. Ja niestety ani kawy ani herbaty odmówić sobie nie potrafię, dlatego pasta daje efekt, ale niestety nie na długo. Może kiedyś znajdę w sobie na tyle sił aby porzucić kawę i inne rzeczy i wtedy mój uśmiech będzie śnieżnobiały. 



Co więcej o paście? 
Zawiera białe pigmenty i to właśnie one sprawiają, że zęby wydają się bielsze. Sam producent pisze, że efekt optyczny jest tymczasowy i zanika w ciągu dnia w zależności od spożywania posiłków. Dlatego myślę, że jest to świetna opcja na ważne wyjścia lub imprezy. Za każdym razem gdy myjemy zęby tą pastą ich biel jest taka sama jak po użyciu jej pierwszy raz. Jej smak jest bardzo przyjemny, miętowy i na długo czujemy świeżość. 

Co zawiera?
- Fluor, który pomaga wzmocnić i zremineralizować szkliwo (chroni przed próchnicą)
- Zapobiega powstawaniu kamienia i osadu nazębnego
- Ma odświeżający miętowy smak.

Pasta jest tylko i wyłącznie dla dorosłych, dlatego najlepiej trzymać z daleka od dzieci. 

Jak jej używać?
Producent zaleca myć zęby co najmniej dwie minuty i najlepiej po każdym posiłku lub co najmniej dwa razy dziennie. 

Moim zdaniem pasta jest super mimo to, że nie daje długotrwałego efektu. Świetnie sprawdza się przed wyjściem na ważne spotkanie czy nawet na imprezę. Z tego co widziałam istnieją też paski wybielające z tej samej serii i myślę, że fajnie byłoby je przetestować :)

Co myślicie o tym produkcie? A może testowaliście? Piszcie! :* 

Buziaki,
Moskwa <3

 http://www.multipr.pl/

sobota, 3 grudnia 2016

Magiczny eliksir! - Hair Jazz

Cześć, pamiętacie zapewne wiele wpisów na temat szamponu, odżywki czy maski Hair Jazz? Jeśli nie to tu macie ostatni: KLIK
Niedługo po tym wpisie, bo już pod koniec sierpnia napisałam o moich "planach włosowych" KLIK
Poszłam do fryzjera z zamiarem zrobienia sombre, które zdecydowanie nie wyszło i totalnie nic jeśli chodzi o kolorystykę nie zmieniło się w moich włosach. Widząc w lustrze na fotelu u fryzjerki brak jakiejkolwiek zmiany, powiedziałam "tniemy". I już po chwili po wyjściu od fryzjera pożałowałam tej decyzji, ponieważ z tego:
STAŁO SIĘ TO:


Żałowałam bardzo. Myślałam, że nie będzie mi brakować długich włosów, ale na wszelki wypadek trzymałam 3/4 maski Hair Jazz, która mi została po ostatnim zakupie i wiedziałam, że za niedługo ponownie zacznę jej używać, lecz jak pewnie zauważyliście na zdjęciach przed i po obcięciu, włosy zdecydowanie stały się grubsze i silniejsze, po masce niestety przez to, że szybko rosły, szybko stawały się cienkie i może nie kruszyły się ani nic, ale nie wyglądały tak pięknie jak grube włosy. Dlatego ucieszyłam się, kiedy w paczuszcze przyszedł mi magiczny eliksir z serii Hair Jazz. Niestety opakowanie przyszło uszkodzone, przez co połowa buteleczki wylana była w kartonie, ale no kurierzy mają w zwyczaju rzucanie przesyłkami... Ale na szczęście pół buteleczki zdecydowanie wystarczyło, aby przetestować produkt. Zaczęłam na nowo używać maski wraz z tym cudownym, magicznym płynem. Czy się sprawdził? Tak. Włosy o dziwo są teraz grubsze i prezentują się naprawdę świetnie. Nie są cienkie, łamliwe, a cudownie odżywione, mięciutkie w dotyku, końcówki praktycznie wcale się nie rozdwajają i ładnie wyglądają. Jak się stosuje serum Hair Jazz? Producent zaleca umycie włosów szamponem Hair Jazz i nałożenie odzywki/maski z tej samej serii, a następnie serum na suche końce włosów, które pomoże naszym włosom zdrowo rosnąć i wyglądać pięknie. Ja odczekiwałam 10 minut z rozczesywaniem, aby produkt dobrze się wchłonął we włosy, a nie zostawał na szczotce. Używałam go około 3 tygodni bo na tyle wystarczyła mi maska, co drugi dzień. Teraz tak dwa lub trzy razy w tygodniu nakładam trochę na końce po użyciu zwykłego szamponu i myślę, że włosy nawet przy normalnym poroście będą znacznie zdrowsze. 
Tutaj macie zdjęcie włosów robione trzy dni temu:

                                 

Lepsze zdjęcie włosów macie na aktualnym nagłówku (to coś na samej górze bloga). 

Jak wygląda produkt o którym mówię i gdzie można go dostać?





Można zamówić go tutaj:
http://harmonyplus.pl/hair-jazz-elixir
Tak samo jak maskę Hair Jazz, szampon, odżywkę i wiele innych produktów, o których niejednokrotnie  już wam pisałam.
Jeśli testowaliście piszcie co o nim myślicie ;)

love,
Moskwa xx

poniedziałek, 28 listopada 2016

Liferia - w moim słowniku "pudełko marzeń"


      Witajcie! Ostatnio pocztą przyszła do mnie przepiękna, tajemnicza paczka, poczułam się jakbym miała urodziny. Elegancko i uroczo zapakowane pudełeczko, które kryło w sobie cudowne perełki z różnych stron świata. O czym mówię? O pudełku Liferia które zachwyciło mnie od pierwszego wejrzenia. Mam wam bardzo dużo do powiedzenia na jego temat i zrobię to w formie Q&A. Napiszę pytanie i następnie na nie odpowiem.

1. Jakie było moje pierwsze wrażenia na widok pudełka i co czułam, gdy je otwierałam?

Jak już pisałam wyżej zdecydowanie się zachwyciłam. Sam wygląd pudełka jest przepiękny i bardzo kobiecy. Gdy je otwierałam czułam, jakby ktoś zaprojektował prezent specjalnie dla mnie tak bez okazji, co poprawiło mój humor w 100%. Każda kobieta lubi dostawać prezenty, a tym bardziej kosmetyczne.

2. Jakie produkty otrzymałam w pudełku?

Otrzymałam 6 produktów, większość z osobnych krajów i w totalnie różnych cenach, które mamy opisane na kartce dołączonej do pudełka. Pierwszym produktem jest krem do rąk firmy Dermagiq, który pochodzi z Hiszpanii i jego koszt wynosi 44zł. Zawiera w sobie miód i służy do codziennej pielęgnacji naszych dłoni. Testowałam go przez ostatnie dwa tygodnie i idealnie sprawdza się podczas jesieni i teraz już zimy. Moje dłonie od zawsze są suche w tych porach roku, a ten krem bardzo intensywnie pomaga zachować im normalny, zadbany stan. Szybko się wchłania i co mnie zaskoczyło nie jest lepki jak niektóre kremy, z którymi miałam do czynienia (a uwierzcie, było ich dużo). Idealnie działa też na moje paznokcie, które po ściągnięciu żelu po wielu miesiącach noszenia i robienia ciągle nowych żelowych paznokci były bardzo zniszczone, a po około dwóch tygodniach stosowania kremu Dermagiq są błyszczące i prezentują się bardzo ładnie.

Drugim produktem jest żel do mycia twarzy naszej Polskiej marki Lirene, którą jeśli czytacie mojego bloga dobrze wiecie, że uwielbiam, ponieważ mam do nich nieograniczone zaufanie. Żel zawiera w sobie witaminę B5 i masło mango, dzięki czemu skutecznie oczyszcza naszą skórę i świetnie pozbywa się resztek makijażu, a do tego pięknie pachnie, dzięki czemu przyjemnie nam się z niego korzysta. Świetnie nawilża, co super współgra z moją suchą cerą podczas jesieni/zimy. Można używać go do każdego rodzaju cery i bez względu na wiek. Jego koszt to zaledwie 10zł, dlatego myślę, że niewiele. Ja dostałam wersję chyba rosyjską.

Kolejną rzeczą jest mleczko oczyszczające do twarzy, z maleńkimi drobinkami, które lekko przypominają peeling. Produkt jest firmy Kueshi i pochodzi z Hiszpanii. Jego cena to 58zł. Zawiera w sobie mielone skorupki orzecha włoskiego, dzięki czemu możemy bez problemu oczyścić dokładnie naszą skórę z martwych komórek. Sprawdził się świetnie, kiedy niedawno kupiłam do przetestowania kompletnie inny podkład niż używałam do tej pory i bardzo podrażnił moją skórę, mleczko super załagodziło podrażnienie wywołane przez podkład i zniknęły wszelkie zaczerwienienia i uczucie swędzenia. Skóra została nawilżona i oczyszczona. Dlatego stał się moim numerem jeden i raz lub dwa razy w tygodniu używam go, aby odświeżyć skórę i oczyścić.

Szczerze mówiąc nie używam do ust niczego, co nie jest matowe (pomijając produkty do pielęgnacji ust), bo większość błyszczyków czy szminek się po prostu lepi i nieprzyjemnie się je nosi przykładowo na imprezę, gdzie się tańczy, wywija włosami, które w nieprzyjemny sposób kleją się do ust. Już dawno powiedziałam DOŚĆ niematowym produktom do ust. W tym pudełku zobaczyłam błyszczyk w ślicznym, delikatnym kolorze o pięknym, uwodzicielskim zapachu. Nie przepuszczę niczego bez przetestowania, bo to tak jak oceniać książkę po okładce, no po prostu nie potrafię... I użyłam go w ostatni piątek na osiemnastkę przyjaciółki. Nie była to może impreza gdzie się tańczyło, ale błyszczyk sprawdził się naprawdę świetnie. Jest trwały i nawet pod wpływem alkoholu nie zmył się z ust i trzymał się do późna, tak więc jestem z niego bardzo zadowolona i myślę, że może dam drugą szansę niematowym produktom.

Bardzo nawilżający krem firmy Naobay prosto z Hiszpanii jest zdecydowanie dla osób z cerą bardzo suchą. Użyłam go raz, lecz niestety nie jest dla mojej cery i świeciłam się przez jakieś trzy dni, co było okropnym uczuciem, kiedy po nałożeniu makijażu już po chwili się świeciłam. Pozbyłam się tego dopiero po kilku dniach i powiedziałam zdecydowane NIE temu kremowi, lecz z przyjemnością przyjęła go ode mnie moja siostra, u której za to sprawdził się świetnie i używa go codziennie jako baza pod makijaż. Bardzo go chwali i mówi, że stan skóry bardzo się polepszył. Jego koszt to 137zł.

Ostatnim już produktem jest cień do powiek firmy Vipera, w którym baaaardzooo się zakochałam. Ostatnio zaczęłam używać cieni do powiek i szybko stało się to moim uzależnieniem i ciężko mi z nich zrezygnować. Mam jasną urodę przez co nie pasują do mnie ciemne kolory i gdy w pudełeczku zobaczyłam lekki róż, od razu wiedziałam, że się pokochamy i miałam rację. Zawiera w sobie delikatne drobinki, które cudownie mienią się i w świetle dziennym, a także na imprezie w świetle lamp. Używam go teraz praktycznie codziennie do szkoły, dzięki czemu mam wrażenie, że czuję się ładniej i bardziej kobieco. Ten kolor zdecydowanie pasuje do niebieskich oczu.




3. Który z produktów najbardziej mi się spodobał?

Ciężko wybrać tylko jeden, ale myślę, że na pierwszym miejscu umieszczę cień do powiek, ale chciałabym też bardzo wyróżnić mleczko-peeling, ponieważ nie mam pojęcia co działoby się z moją skórą, gdyby nie on.

4. Czy odkryłam dla siebie wiele nowych produktów?

Hmm... Myślę, że tak, bo nigdy dotąd nie słyszałam o tych wszystkich produktach i zdecydowanie nie na wszystkie z nich mogłabym sobie pozwolić, ich ceny są dość wysokie, a dzięki pudełeczku Liferia mogłam ich spróbować, a pudełko jest w zdecydowanie niższej cenie niż te wszystkie kosmetyki.

5. Czy te produkty mi pasują i czy chciałabym je kupić w pełnowymiarowej wersji?

Myślę, że tak. Większość z nich na pewno kupię, jeśli zużyję. Na przykład już planuję kupić więcej cieni firmy Vipera, ponieważ są bardzo trwałe i szukając w Internecie zauważyłam, że mają wiele bardzo ładnych kolorów.

6. Czy odkryłam dla siebie dużo nowych marek? Czy chcę się o nich więcej dowiedzieć i znaleźć więcej produktów dla siebie?

Zdecydowanie tak. I myślę, że przykładowo firmie Naobay nie dam szybko spokoju i znajdę u nich coś dla siebie, ponieważ widząc jak ich krem jest skuteczny, może znajdę u nich coś w czym się zakocham po uszy?


     Pudełko Liferia poleciłabym dziewczynom i kobietom, które nie zamykają się w szklanej kuli i chcą odkryć coś nowego w świecie kosmetycznym i znaleźć dla siebie nowe perełki, w których zakochają się po uszy.
     Pomysł na taki beauty-box jest moim zdaniem czymś bardzo fajnym, bo nie musimy kupować pełnowymiarowych kosmetyków, aby je poznać, możemy odkryć wiele marek, o których nigdy przedtem nie miałyśmy pojęcia, bo przecież fajnie jest poznawać nowe kosmetyki, tak samo jak uwielbiamy podróżować do kompletnie nieznanych nam miejsc.
     A teraz powiem Wam o (moim zdaniem) świetnym pomyśle. Ostatnio zastanawiając się nad prezentami dla bliskich na święta i nie tylko doszłam do wniosku, że wykupienie pakietu czy pojedynczego pudełka, będzie świetne. Albo panowie, jeśli to czytacie i chcecie, aby Wasza kobieta co miesiąc czuła się wyjątkowo i kobieco, zakupcie jej subskrypcję i co miesiąc dostanie wymarzone pudełko pełne nowości.

Tutaj możecie zobaczyć wszelkie szczegóły i zamówić pudełko:
http://liferia.pl/

Buziaki,
Moskwa :*